Każda duża, prężnie działająca firma transportowa na co dzień zmaga się z ogromnym ryzykiem statystycznym. Setki tysięcy kilometrów pokonywanych miesięcznie przez zestawy ciężarowe sprawiają, że udział w kolizjach, najechanie na tył innej naczepy czy zepchnięcie do rowu na autostradzie to wręcz nieunikniony scenariusz. Gdy dochodzi do wypadku drogowego, uszkodzenie wartej setki tysięcy złotych maszyny to dopiero początek prawdziwych problemów prezesa spedycji. Niezwykle trudnym, pochłaniającym mnóstwo cennej energii wyzwaniem staje się sama biurokracja, uciążliwe przepychanki z ubezpieczycielami oraz organizacja potężnego zaplecza warsztatowego dla rozbitego sprzętu. Aby uratować przedsiębiorstwo przed paraliżem administracyjnym, mądrzy dyrektorzy wiedzą, że niezbędna będzie profesjonalna, wydelegowana na zewnątrz obsługa szkód komunikacyjnych. Wyręczenie księgowości i zrzucenie tego ogromnego balastu na zewnętrzne, wyspecjalizowane struktury to jedyna szansa na szybki powrót auta do pracy.
Wypadek na trasie i paraliż logistyczny firmy
Z chwilą zgłoszenia wypadku drogowego z udziałem wozu z własnej floty, wewnętrzny dział administracji często pogrąża się w całkowitym chaosie. Należy natychmiastowo wezwać pomoc drogową, załatwić parking policyjny dla wraku oraz wyciągnąć cenne i opóźnione towary (np. mrożonki czy drobną elektronikę) do podstawionego zastępczo wozu. W tym ferworze rzadko kto w biurze przewoźnika ma czas na żmudne raportowanie do ubezpieczalni. Profesjonalne firmy zajmujące się likwidacją szkód specjalizują się w błyskawicznym przejmowaniu całego tego administracyjnego ciężaru. Wyszkoleni doradcy od momentu zholowania uszkodzonego tira na plac dealera stają się wyłącznym, pełnomocnym łącznikiem pomiędzy poszkodowaną spółką a bezlitosną machiną towarzystw ubezpieczeniowych (TU).

Walka z korporacyjną machiną finansową
Samodzielne przepychanie się właściciela ciężarówki z potężnymi koncernami finansowymi na ogół z góry skazane jest na sromotną porażkę. Ubezpieczyciele z reguły dążą do potężnego zminimalizowania wypłacanej kwoty odszkodowania z policyjnego OC sprawcy. Wysyłani rzeczoznawcy notorycznie wpisują do wycen zamienniki o katastrofalnie słabej jakości, a także drastycznie ucinają cenne roboczogodziny mechaników. Dedykowany, wykwalifikowany certyfikowany opiekun z wielkiego centrum serwisowego doskonale zna te triki. Używając profesjonalnych, ustandaryzowanych systemów kosztorysowych, twardo egzekwuje od ubezpieczalni pełną, stuprocentową wycenę na bazowych, najdroższych, całkowicie oryginalnych częściach (tzw. OEM).
Oszczędność czasu i pełna ochrona gotówki
Przewoźnik, zostawiając zdekompletowany, powypadkowy zestaw w autoryzowanym punkcie, podpisuje tak zwaną cesję wierzytelności na rzecz dealera naprawiającego sprzęt. Rozwiązanie bezgotówkowe sprawia, że szef logistyki nie musi wykładać z twardego budżetu własnej firmy gigantycznych, sięgających często kilkuset tysięcy złotych środków na zakupienie nowej przedniej ramy, szyby czy zniszczonych radarów w zderzaku. Naprawa w takim przypadku startuje natychmiast z kieszeni buforowej wielkiego serwisu, a całe wielomiesięczne ściąganie należności od ubezpieczalni to problem, którego prezes w ogóle nie odczuwa na firmowym rachunku bankowym.